Tim Barry - 28th & Stonewall
Wpisał Bobson   
Sobota, 13. Marzec 2010 20:58
timbarryTim Barry
28th & Stonewall

Suburban Home Records

Mało prawdopodobne, że ktoś, kto całe życie poświęcił muzyce zalegnie na kanapie z paczką chipsów i colą w ręku. Wiele jest przykładów na to, że po rozpadzie jednego zespołu zakłada się drugi lub bierze się los we własne ręce, i zaczyna karierę solo. Ot, choćby Chuck Ragan i Chris Wollard (Hot Water Music), Mike Ness (Social Distortion), Kevin Seconds (7 seconds). Niektórym wychodzi to dobrze (jak wymienionym powyżej), niektórym trochę mniej (patrz rapujący Freddy Cricien z Madballa).

Kolejną, dość chyba znaną postacią, która próbuje zmierzyć się z folkiem jest Tim Barry, niegdyś wokalista Avail. 26 stycznia tego roku miała miejsce premiera jego najnowszego albumu, zatytułowanego „28th & Stonewall”, wydanego w Suburban Home Records.

W tym przypadku sprawdza się stara zasada, że nie wydaje się sądów po pierwszym przesłuchaniu. Na początku, gdy opadło podniecenie wynikającego z faktu, że 26 stycznia zaczął się dla mnie muzyczny rok 2010 przyszło lekkie zdegustowanie. Ale z każdym kolejnym odsłuchem dawałem się wciągnąć bardziej.

Tak jak dwa poprzednie albumy ten zaczyna się od mocnego, przebojowego akcentu (Thing of the past). Linia melodyjna od razu wpada w ucho i zapętla się natychmiastowo. A później znów standard, czyli piosenki, które możesz puścić swojej dziewczynie na pierwszej randce. Kominek (ew. ognisko), wino i podobne bzdury.

Zaintrygował mnie kawałek „Prosser’s Gabriel”. Po pierwszym przesłuchaniu domyśliłem się, że jest to pean na cześć jakiego bohatera. Does anyone know the name Gabriel Prosser? My conscience says he’s the one that history missed.

Po sprawdzeniu w dostępnych mi źródłach okazało się, że był to jeden z przywódców buntu czarnych niewolników w 1800 w Richmond. Bunt Gabriela służył jako ważny przykład podjęcie działań w celu poszukiwania wolności.

Warto wspomnieć o „Will Travel”, który kojarzy mi się z filmami retro, Ameryką przełomu lat 20. i 30. Zaraz po nim jest chyba najsmutniejszy utwór na płycie „Moving on Blue”. Skrzypce i fortepian potęgują nastrój. Zakończenia albumu chyba lepiej nie można było wymyślić. „Bus Driver” sprawia, że przed oczami mam odjeżdżający, zakurzony van ruszający do następnego miasta na koncert i przesuwające się napisy końcowe.

Warto posłuchać tej płyty. Zdaję sobie sprawę, że może być to zbyt dużo dla niektórych, ale taki folk i takie country mnie przekonują w 100%. Pozostaje czekać następne 2 lata na kolejną płytę.
 

Słuchaj radia:


listen with Window Media Player   listen with Winamp   listen with iTunes   listen with RealPlayer

Teraz gramy: Wasted - Here, Now & Always

4 of 17 listeners
Nadajemy na serwerach
www.serweryradiowe.pl

Napisz do DJa

Patronujemy

Dodaj nas

facebooktwittermyspace

Polecamy

serigraf

wshc

Zaloguj się



Naszą witrynę przegląda teraz 5 gości